Co ja tu właściwie robię? Nie powinnam była się pakować w takie rzeczy...nie powinnam się zgadzać na tę chorą propozycję. Teraz tkwię tu, sama jak palec, nie mając pojęcia co robić.
Siedzę w Pokoju Wspólnym, który znajduje się w lochach zamku. Pomieszczenie jest piękne, i czuję, że to moje ulubione miejsce w całym Hogwarcie ( biorąc pod uwagę fakt, że nie byłam nigdzie indziej, poza Wielką Salą i łazienką). Siedzę na czarnym fotelu z wężowej skóry w rogu sali i wyglądam przez okno. Tak. Przez okno. Pomimo tego, że mieszkamy w lochach dysponujemy czymś tak wspaniałym jak szyby. Co prawda nie dają one tyle światła co normalne okna, ale wystarczająco aby w pokoju panował miły półmrok. Widok jest niesamowity. Nie mamy widoku na góry, Zakazany las, ale na jezioro. Na dno jeziora. Dormitoria znajdują się bowiem pod poziomem wody, a dzięki temu mamy doskonały widok na magiczne, wodne stworzenia zamieszkujące jezioro. Piękna turkusowa woda, przepuszcza pojedyncze promienie słoneczne, oświetlając ciemne pomieszczenie. Pokój Wspólny ma bardzo specyficzny wygląd. Z niskiego, marmurowego sufitu ( który odbijał wszystko niczym lustro ) zwisały ogromne żyrandole, który oświetlały wnętrze chłodnym, zielonym światem. Na jednej ze ścian wisiał potężny obraz Salazara Slitherina, który spoglądał na Wszystkich groźnym, ale zarazem dumnym spojrzeniem. Srebrne ramy obrazu zdobiły małe pozwijane ze sobą węże, tworzące imię i nazwisko założyciela naszego domu, oraz nasze priorytety :Ambicja, Braterstwo, Przebiegłość, Spryt i Zazdrość. Pod obrazem stał kominek, w którym płonął szmaragdowy ogień. Wokół paleniska ułożono kanapy, sofy i fotele ze skóry węża, w kolorze malachitowym. Szare, kamienne ściany zdobiły obrazy, przedstawiające wielkich czarodziejów, wywodzących się z Domu Węża. Podłogę zdobił ogromny dywan, którego barwy mieniły się srebrem, czernią i wieloma odcieniami zieleni.
Gustowne zdobienia, bogato zdobione wnętrze, oraz szmaragdowe oświetlenie sprawiały, że pokój wyglądał niesamowicie dostojnie, bogato i szykownie. Niczym prawdziwy wąż.Atmosfera tutaj jest niesamowita i niepowtarzalna. Pewnie nikt kto nie należy do tego domu nie byłby w stanie długo tu wytrzymać. Złowrogą ciszę przecinają szepty, syknięcia. Kto tylko umie, posługuje się Mową Węży, co sprawia, że przechodzą mnie ciarki. Wszyscy siedzą w swoich grupkach i wydają się spiskować przeciw każdemu. Oprócz mnie, jeszcze kilku pierwszoroczniaków siedzi samemu i w ciszy przygląda się otoczeniu. Jednak większość osób ma już swoich towarzyszy. Może dlatego, że wywodzą się z magicznych rodzin, szlachetnych rodów, które od wieków wspierają się nawzajem, bądź toczą zaciętą walkę.
Jednakże pomimo tego, że wyglądamy na samotników, nie cechujemy się braterstwem tak bez celu. Kiedy przychodzi nam podjąć jakąś decyzję czy rywalizować z innymi domami, dawne kłótnie odchodzą w niepamięć i stajemy do walki razem, jak jeden mąż. Wszyscy jesteśmy jedną komórką, która za wszelka cenę chce przejąć władzę w organizmie.
Jesteśmy geniuszami w organizacji zespołowej. Kochamy rywalizację, i chociaż zdarza nam się oszukiwać, wszystko robimy dla honoru i zabawy. Cechujemy się sprytem, przebiegłością i ambicją, czyli tym co pozwala nam uzyskać przewagę w potyczce. Nie bez powodu mówi się, że najwięksi czarodzieje wywodzą się ze Slytherinu. Zazwyczaj tutaj trafiają czarodzieje czystej krwi, dlatego dziwię się, czemu taki Mugol jak ja dostał się właśnie tu. Bynajmniej, lubię rywalizację, jestem ambitna, sprytna i przebiegła, ale wiem o świecie czarodziejów niecałe dwa miesiące. To dość dziwne, nie miałam nic wspólnego z czarami, a ląduję w świecie, który się na niej opiera. Co nie jest końcem. Trafiam do najlepszej szkoły magii a gdy już w niej jestem, zostaje przydzielona do Domu w który króluje czysta krew.
Kiedy Tiara Przydziału, lekko dotknęła mojej głowy i od razu, wrzasnęła "SLYTERIN!", wszyscy z całą pewnością myśleli, że wywodzę się z jednego ze starych, szlachetnych rodów. McGonagall , kazała mi jak najskuteczniej omijać temat mojego pochodzenia, jakby obawiała się problemów. Powiedziała mi to krótko, przed ceremonią Przydziału, jakby wiedziała do jakiego domu trafię i, że nie będzie mogła, w najbliższym czasie ze mną o tym porozmawiać. Dziwna kobieta...
Siedzę właśnie w moim kącie i piszę w pamiętniku, uważnie obserwując wszystkich tu zgromadzonych. Nie mam wątpliwości. Królują tutaj najstarsi uczniowie; Victoria Zabini oraz jej chłopak Juliusz Lestrange. Tworzą porywczą i władczą grupką, która ma ściśle określonych zwolenników. Wolę się, nie rzucać w oczy, aby nikt nie zapytał mnie o pochodzenie.
Zbieram się właśnie za rysowanie Pokoju Wspólnego kiedy ktoś siada na fotelu obok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz